3 września 2012

Słoneczna niedziela


Co prawda tylko od rana, ale i tak wykorzystałam piękną niedzielną pogodę do obfotografowania nowych broszek, bo co jak co, ale ceramika w słońcu prezentuje się najpiękniej. Szkliwo pięknie mieniło się w tym świetle, a ja mam wreszcie co Wam pokazać, bo ostatnio trochę opuściłam się zarówno w samym tworzeniu jak i fotografowaniu. Ale o przyczynach tego stanu rzeczy innym razem. Nie będę jeszcze niczego zdradzała, puki projekt nie dojrzeje do wyjścia na światło dzienne :)



2 września 2012

kolorki



Kolorowo się u mnie zrobiło, znowu powyciągałam z zapasów wszystkie perełki i zabrałam się za szycie kuleczek. Ach, mała korekta, jedną (tę najciemniejszą) zrobiłam z dwukolorowego szkła crackle. Można w niej ustawiać kulki tak by była bardziej czarna luba bardziej niebieska, czyli 2w1.

25 sierpnia 2012

kulaki filcaki


Wychodzę trochę z założenia, że lato to nie sezon na filc, że nadaje się raczej na chłodniejsze dni  i jest świetnym dopełnieniem sweterków i wełnianych płaszczy.
Temperatury na dworze oscylują w granicach 25-30 stopni, a ja przewrotnie wzięłam się za filcowanie.
To chyba wewnętrzny niedźwiedź się odezwał. Czuję zbliżającą się jesień.




19 sierpnia 2012

Zaległa relacja z kiermaszu Wi-Ma

Na samym wstępie przepraszam Was za ten koszmarny brak chronologii, ale tak to jest jak z rozpedu wrzucę zdjęcia gdzieś na sam "koniec komputera" i całkowicie o nich zapomnę. Wpadam na nie dopiero przy okazji porządków na dysku. Mogłabym zupełnie nie zawracać Wam głowy i zrezygnować z ich publikacji, ale po małej analizie doszłam do wniosku, że tak rzadko (albo i wcale na dobrą sprawę) publikuję zdjęcia, na których mnie widać, że tych nie odpuszczę. No cóż nie lubię obiektywu, nie lubię siebie na zdjęciach, ale dzisiaj postanowiłam zluzować.
A więc, oto ja i mój stragan (na spółę z mamą, która jest autorką wszystkiego co wydziergane szydełkiem).
Okazja nie byle jaka, bo zaproszono nas, czyli kilkoro łódzkich rękodzielników (tak, tak, panowie też byli) na imprezę plenerową kończącą Festiwal Kultury Miejskiej Miastograf 2012.
Było upalnie i bardzo sympatycznie. Czas upłynął nam głównie na pogaduszkach branżowych.
Cały piknik odbywał się w Widzewszkich Zakładach Przemysłu Bawełnianego WI-MA S.A., czyli dawnej fabryce Heinzla i Kunitzera. Szczegóły w linkach.
No wiecie, ta nieszczęsna Łódź i jej upadłe fabryki. Miałam okazję przespacerować się po dawnych halach produkcyjnych. Wszystko jest otwarte. Niby są tabliczki "wstęp wzbroniony", ale kto mógłby tego przypilnować skoro całego terenu pilnuje zazwyczaj jeden ochroniarz i tak spędzający cały dzień w swojej portierni przed telewizorem.
To jest dopiero kawał łódzkiej historii. Miałam wrażenie, że niemalże słyszę jeszcze huk pracujących maszyn w wielkich, pustych, zimnych halach. Ech, to już nie wróci, ale każdy kto miał okazję przejść się podczas pikniku po fabryce przyzna, że miasto powinno zagospodarować mądrze te budynki, które od lat świecą pustkami, poza nielicznymi (dokładnie dwiema) pracowniami artystycznymi i jedną galerią malarstwa osób niepełnosprawnych. To za mało, a potencjał ogromny. Na terenie fabryki jest także park, który z powodzeniem mógły służyć za miejsce wypoczynku dla Łodzian. Pozostaje tylko trzymać kciuki, za mądrzejsze decyzje łódzkich Zarządców (Wi-Ma jest obecnie w rękach prywatnych).
Ale wracając do kiermaszu, oczywiście największym zainteresowaniem cieszyły się maskotki. Mojej przyjaciółce Magdzie udało się nawet uwiecznić przesłodki moment, kiedy to mama i jej córunia wybierały zabawkę. Dziewczynka była przeurocza i pomimo sugestii mamy, by wybrała inną zabawkę, ona asertywnie sięgnęła po niepozornego słonia. To się nazywa mieć swój gust :)









Maminy królik także znalazł tego dnia nowego właściciela :)


Jezu, jak ja uwielbiam te kiermasze. Pomimo tego, że zazwyczaj wracam maksymalnie zmęczona, to jednocześnie ładuję się niesamowitą energią płynącą od ludzi, dającą siłę na dalsze działanie, w tej jakby nie patrzeć, niełatwej dziedzinie jaką jest tworzenie i sprzedawanie rzeczy ręcznie robionych, czyli rzeczy z duszą.

16 sierpnia 2012

Gotowe do przytulania

Mięciutkie i milutkie (bo z flaneli), szukają nowego domu i ciepłych rączek, które będą je przytulać minimum trzy razy dziennie. Jednym słowem osoby nie mogącej się im oprzeć. Wierzę (wierzymy, razem z miśkami), że jest takich wiele.










13 sierpnia 2012

wieloryby





Co z tego, że w Bałtyku niema wielorybów, są za to w Łodzi i mają się świetnie. Łódzkie powietrze im sprzyja i mam nadzieję, że na stałe zagoszczą w mojej pracowni.

7 sierpnia 2012

Porzeczki i kawałki nieba

Czerwony komplet jednoznacznie kojarzy się z porzeczkami, a już zwłaszcza o tej porze roku.
Niebieski, no wiadomo, skoro niebieski to albo woda, albo niebo. Ja wybrałam niebo, takie burzowe, poprzecinane ciemnymi chmurami. Niemalże identyczny komplet już kiedyś prezentowałam, ale skoro się podoba, to powtórzyłam. Ten dzisiejszy jest nieco dłuższy i z kolczykami w komplecie.







29 lipca 2012

Upały mnie wykończyły...

... i cały mój zapał do pracy. Lenistwo rozlało się po kątach i nic, ale totalnie nic mi się nie chce, bo za gorąco. No to dzisiaj pokazuję coś zaległego. Praca bodajże wiosenna, tylko nie nadążam z publikowaniem.
Aha i zapomniałam dodać, że było to moje pierwsze podejście do filcowych wałeczków. Tym, którzy nie filcują wyjaśnię, że są bardziej pracochłonne niż kulki i do tego trzeba się trzy razy bardziej namęczyć, aby wszystkie były mniej więcej tych samych rozmiarów.



25 lipca 2012

Z kiermaszu Łódzkich Zakładów Przemysłu Twórczego, czyli ŁZPT

Pierwszy wakacyjny kiermasz w jakim brałam udział. Tutaj więcej zdjęć i artykuł.
Nietrudno było zauważyć, że sezon ogórkowy w pełni. Kupujących jak na lekarstwo, ale za to jak zwykle atmosfera superowa, bo to zawsze dobra okazja by spotkać się ze znajomymi łódzkimi rękodzielniczkami.
Były też szafiarki z wieszakami pełnymi ubrań. Fajnie jest pobuszować wśród ciuszków.
Pogoda świetna, towarzystwo wyborowe - nie ma co narzekać. Minie lato (nie to żeby mi było śpieszno), klientela opalona i wypoczęta wróci z wakacji, to i będzie ruch na kiermaszach.


Moje jamniki powyżej i biżuteria poniżej. Breloczki filcowe znajomej.


A  w walizce duma mojej mamy, piękne szydełkowe kołnierzyki  i broszki, oraz trochę biżuterii wykonanej przez moją siostrę.